-Zostanę tutaj, chcę trochę odpocząć-posłałam jej najlepszy uśmiech na jaki wtedy było mnie stać by ją choć trochę uspokoić i przekonać, że dam sobie radę. Po chwili namysłu i wahania dołączyła do reszty znajomych.
Nie chciałam tu być. Chciałabym teraz leżeć w swoim łóżku otulona ciepłą kołdrą i zasnąć, bez problemów, zmartwień i wspomnień. Minęły cztery miesiące, to dlatego Sophie chciała tak bardzo wyciągnąć mnie z domu, nadal jest moją przyjaciółką i się o mnie martwi ale co mogłabym zrobić? Zabić się? Próbowałam, nie udało się. To ona znalazła mnie w wannie cała we krwi i z żyletką w ręku, to ona zadzwoniła po karetkę, to właśnie ona była przy mnie przez cały ten czas, pilnowała bym całkowicie nie zwariowała, trzymała mnie przy życiu. Za to jestem jej dozgonnie wdzięczna, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam.
Z zamyślenia wyrwały mnie zielone oczy świdrujące mnie na wylot. Przez to spojrzenie czułam się jakbym była naga. Jego właściciel dopił swojego drinka przy barze i zaczął kierować się w moją stronę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
On idzie do mnie! Zaklęłam w duchu. Co ja mam robić? Uciekać? Był coraz bliżej. Próbowałam się ruszyć ale to nic nie dało, byłam jakby sparaliżowana, może to jego spojrzenie tak na mnie działa...
Gdy wysunął się z tańczącego tłumu zauważyłam, że jest ubrany cały na czarno;czarne spodnie, czarna koszulka i czarna skórzana kurtka. Przez głowę przeleciała mi myśl, że wygląda naprawdę seksownie ale szybko oddaliłam ją od siebie na tryliardy kilometrów, gdy zauważyłam tatuaże, na jego torsie, gdy koszulka, którą miał na sobie ukazała skrawek nagiej skóry.
-Zatańczysz?-jego ochrypły głos wyrwał mnie z osłupienia, gdy wyciągnął rękę w moją stronę. Przełknęłam głośno ślinę mając nadzieje, że tego nie zauważył. Wyciągnęłam drżącą rękę w jego stronę by po chwili mógł ją złapać i pociągnąć moją sylwetkę w jego stronę przez co wpadłam na niego opierając się rękoma na klatce piersiowej chłopaka.
-Mhm... Ostro kotku. Lubię takie.-wyszeptał do mojego ucha oplatając ręce wokół mojej talii i przyciągając mnie jeszcze bliżej swojego ciała.
Chociaż, że byłam przerażona jak cholera gdy zaczął powoli poruszać się na parkiecie w rytm muzyki, przez co musiałam dołączyć do niego, nie odepchnęłam go. Biło od niego dziwne, niezrozumiane przeze mnie ciepło, które przyciągało jak magnes. Gdy bardziej do niego przylgnęłam przeniósł moje ręce ze swojego torsu na kark bym zaplotła je na jego szyi, co niepewnie zrobiłam przez co zarumieniłam się jak jakaś nastolatka i szybko zwiesiłam głowę by tego nie zauważył.
-Jak masz na imię, skarbie?-chwycił mój podbródek miedzy swoje palce podnosząc moja głowę do góry, bym na niego spojrzała.
Był naprawdę piękny. Jego brązowe fale były zaczesane do góry, by nie spadały mu na twarz, lekko rozchylone usta, które aż zapraszały do siebie i te oczy, szmaragdowo-zielone, po prostu piękne.
Doskonale wiedział, że podziwiam jaki jest przystojny przez co lekki uśmiech wkradł się na jego idealne usta. Chciała, mu go zetrzeć pocałunkiem ale jakby to do cholery wyglądało?! Nie... Chyba zaczynam wariować, tak myślę.
Przez mętlik w mojej głowie nawet nie zauważyłam kiedy jego ręce przeniosły się na moje biodra. Z transu wyrwały mnie dopiero jego ciemniejące oczy. Miałam chłopaka przez półtora roku i do kurwy nędzy wiem co to oznacza!
-No więc powiesz mi jak masz na imię?-powiedział już lekko zirytowanym głosem pewnie prze to, że wcześniej nie odpowiedziałam.
Otworzyłam usta ale jedyne co z nich wyleciało to mój drżący oddech więc szybko je zamknęłam.
-Hmm?-potarł kciukiem mój zaróżowiony policzek nie dając za wygraną.
-Margaret.-powiedziałam wzdychając na jego naprawdę miły gest.
-A więc Megg, jestem Harry-posłał mi uśmiech za który mogłabym zabić.
Nie odpowiedziałam ale za to spuściłam głowę przez co moja zarumieniona twarz zniknęła za długimi lokami.
Piosenka do której tańczyliśmy powoli dobiegała końca, przez co dziękowałam za to Bogu. Nienawidzę się rumienić. Przez rumieńce wyglądam na słabą a taka nie jestem. Już nie.
-Daj mi swój numer-powiedział chłopak, gdy z głośników wypływały ostatnie nuty utworu.
Znowu nie odpowiedziałam ale tym razem nie obeszło się bez konsekwencji. Brunet sięgnął do kieszeni moich dżinsów i wyciągnął z niej telefon, który już po chwili został odblokowany przez jego zwinne palce. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, żeby oddał mi mój telefon albo chociaż żeby zapytać co ma zamiar z nim zrobić. NIC.
Zaczął wystukiwać coś na klawiaturze po czym przyłożył telefon do ucha cały czas lustrując moją zszokowaną twarz. Zorientowałam się co robi dopiero gdy poczułam wibracje w kieszeni jego skórzanej kurtki. On zadzwonił do siebie. Z mojego telefonu. Ma mój numer. O kurwa.
Jeśli wcześniej był przerażający to teraz mam ochotę uciekać i nigdy już go nie spotkać.
-Do zobaczenia skarbie-powiedział tylko tyle po czym pocałował mnie w szyję przygryzając na niej delikatną skórę przez co jęknęłam a on zaśmiał się z mojej reakcji i włożył mój telefon do kieszeni z której wcześniej go wyjął. Patrzyłam jak zahipnotyzowana jak odchodził. Widziałam jak jego mięśnie na plecach napinają się pod skórą kurtki gdy przedzierał się przez tłum spoconych, tańczących ciał by dostać się do wyjścia. Gdy już otwierał drzwi odwrócił się w moją stronę i puścił mi oczko doprawione swoim zabójczym uśmiechem przez co poczułam dreszcz w dole kręgosłupa i tak po prostu wyszedł zostawiając mnie oniemiałą gęsią skórką na całym ciele, malinką na szyi i kłębkiem nerwów w głowie.
_________________________________________________________________________________
To jest pierwszy rozdział, mam nadzieje, że wam sie spodobał :) przepraszam za bledy i jesli zobaczycie jakies podobienstwa miedzy tym opowiadaniem a innym bardzo znanym to przepraszam ale nic na to nie poradze... :/ Co do czestotliwosci dodawania rozdzialow to zalezy tylko od was :) ilosci wyswietlen na poczatku a pozniej ilosci komentarzy jesli takowe wogole bedą :) nie jestem wymagajaca :) z reguly nie bede pisac tak dlugich notek pod rozdzialami bo nie mam takiego talentu jak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz